niedziela, 30 listopada 2014

Dziecko.........


Zanim zostałam Mamą, wydawało mi się, że coś nie coś wiem o dzieciach i macierzyństwie....16 lipca 2013 roku kiedy na świat przyszła moja Córka zrozumiałam jak dalece się myliłam.

Dziś  kiedy od prawie 16 miesięcy, nie przespałam do końca żadnej nocy i mam wrażenie, że ze słowem Matka jestem zrośnięta na zawsze, czuję to mniej więcej tak:

Dziecko jest jak jeden z tych ranków, kiedy nie możesz tak po prostu wyłączyć budzika i iść spać.

Dziecko jest też jak to słowo, które masz na końcu języka i które uporczywie nie daje o sobie zapomnieć choć niby jest już zapomniane.

Dziecko jest jak dzień świstaka, który każdego ranka rozgrywa się na nowo.

Dziecko jest jak ta ostatnia noc przed ważnym egzaminem, kiedy nie pozostaje nic innego jak próbować wtłoczyć do glowy cały materiał.

Dziecko jest jak projekt, którego nie możesz zawalić.

Dziecko jest jak deadline, którego nie możesz przekroczyć.

Dziecko jest też jak dźwięk gwizdka czajnika z gotującą się wodą, którego nie sposób zignorować.

Dziecko jest jak praca w której nie przysługują dni urlopu na żadanie, wypoczynkowego ani zdrowotnego.

Ale przy tym wszystkim,

Dziecko to miłość, której siły i piękna nie da się wyrazić slowami.

Dziecko to szczęście, którego najlepszym wyrazem jest matematyczny znak nieskończoności.

Dziecko jest jak zawrót głowy po rundce na diabelskim młynie w wesołym miasteczku.

Dziecko jest jak wakacje, o których marzysz by twały wiecznie.

Dziecko jest jak to uczucie, które musiało towarzyszyć Archimedesowi, kiedy krzyknął "Eureka".

Dziecko jest jak widok z okna na wymarzonych, rajskich wakacjach, który każdego dnia od nowa, bardziej Cię zachwyca.

Dziecko jest pyszne ciasto, któremu nie pozwalasz ostygnąć, bo po prostu musisz natychmiast go spróbować.

Dziecko jest jak wygrana w totka w momencie kumulacji.

Dziecko jest jak powigilijna cisza, ocieplona blaskiem choinki i dobiegającymi w tle dźwiękami kolęd i pochrapywaniami domowników.

Dziecko to piękno, dobro i nadzieja świata przyobleczona w ludzką postać.

Dziecko jest jak ten dzień kiedy zdawać by się mogło, że slońce wschodzi jak dawniej a jednak nic już nie jest takie samo.

Dziecko to największa i najpiękniejsza wędrówka jaką przychodzi odbyć Matce.


............pięknego wszystkiego w tej drodze dla Was i Waszych Dzieci............................



piątek, 21 listopada 2014

Przeglądaj się w oczach dziecka...


Kochana jesteś już Matką, Twój Bobas, (albo dwa jeśli miałaś to szczęście i przyszły na świat bliźniaki) jest  już z Tobą. Cieszysz się szaleńczo i zwijasz się jak w ukropie by być Matką 
z marzeń. Dwoisz się i troisz, zakasujesz rękawy, wertujesz książki, przeczesujesz fora, słuchasz dobrych rad. Ba moglabyś pisać doktorat na temat czego zwiastunem jest konsystencja dziecięcej kupy. W szaleńczym maratonie po medal super matki, zdobywasz kolejne sprawności: agugasz, gotujesz, prasujesz, nawet robisz pierwsze w życiu przetwory. Wydaje ci się, że ogólnie rzecz ujmując jesteś ok, tylko czasem dopadają cię czarne myśli, że wszyscy poza Tobą byliby lepsi w matkowaniu, ale wtedy wiadomo, Twój mąż mówi, ze jesteś cudowna i że wasze dziecko lepszej Matki nie mogloby sobie wymarzyć. I nawet zaczynasz w to wierzyć, łapiesz balans i dystans, znika zadyszka i wraca równomierny oddech, myślisz: "jest dobrze, jest bardzo dobrze, daję radę".

I wtedy następuje zderzenie z  Nimi - tymi, którym łatwiej oceniać niż zrobić własny rachunek sumienia.

Jak wygląda to spotkanie? Służę doświadczeniem.

Nie dalej jak wczoraj byłam z moją 16 miesięczną Idką na spacerze. 20 minutowa wycieczka w celu powdychania zimnego powietrza, poobserwowaniu natury i oswajania się z tym, że idzie zima. Idka ubrana wzorcowo, na cebulę, bo wiadomo w w swym matczynym szaleństwie dbam o nią lepiej niż o siebie. Wesoło nam było i pięknie, tylko dziecię w swej lobuzeri zrzucało rękawice mniej więcej co 10 mętrów. Podczas jednego z takich "zrzutów", mijają nas starsi Państwo. Pani patrzy na mnie z wyższością, nie kryjąc dezaprobaty, po czym zwraca się do Męża, tak głośno by mieć pewność, że ją słyszę: " Popatrz, co za Matka - takie zimno a dziecko bez rękawiczek". 

Znoszę to z pokorą, choć na usta mi się ciśnie mnóstwo pytań do tej Pani:

chciałabym ją spytać czy nie słyszała powiedzenia, żeby nie oceniać ksiażki po okładce i czy nie wie, ze nie warto wydawać sądu o całym filmie widząc jedynie zwiastun,

wreszcie chciałabym ją również zapytać ile dzieci udało jej się wychować z sukcesem i jakie ich są wzajemne relacje.

Ech chciałabym, ale szkoda mi czasu,bo się śpieszę, żeby dać Duśce zupę szpinakową, zrobić dla niej pulpety  i doprowadzić ją do domu nim zmarznie.

Jaki morał z tej historii? Kochana Matko, bądź przygotowana, że wraz z dzieckiem do Twojego życia wkroczy ocena. Noty będą wystawiać najchętniej ci, którzy o wychowaniu dzieci czytali jedynie w książkach i dzieci lubią, ale oglądać na bilbordach kampani reklamowych, no bo tak na co dzień to lepiej ich unikać, bo wiadomo, hałas, balagan i chaos...ale to to przecież wina tych ich rodziców, tych kiepskich Matek i Ojców, co to nieudolnie wzieli się za rodzicielstwo...:)

Za pierwszym razem krytyka zaboli, z czasem przywykniejsz. Moja najważniejsza rada jest taka by nie skupiać się na ocenie innych i innych nie oceniać a poświęcić ten czas na własny rachunek sumienia i budowanie szczęśliwej relacji z dzieckiem.

Pamiętaj nie musisz być perfekcyjna, Ty chcesz być dobra dla Siebie, Męża, dla Dziecka :) A jeśli już gdzieś koniecznie chcesz szukać oceny swojego macierzyństwa, szukaj go w oczach swojego dziecka, w nich znajdziesz prawdę. 

P.s. oczy Idy utrwalone na zdjęciu podczas spaceru, trochę mnie uspokoiły, i wyciszyły brzęczący w głowie oceniający głos nadobnej Pani :)

Pozdrawiam Ewa





niedziela, 7 września 2014

w nowej roli




Długo się zastanawiałam o czym napisać kolejnego posta. W końcu stwierdziłam, że warto poświęcić Go pierwszemu tygodniowi w nowej roli.


Wielki finał miał już miejsce - jesteś Matką!! Bądź pewna, że wraz z pojawieniem się Twojego Małego Szczęścia, najpewniej zaleją Cię 3 fale:

fala miłości

fala niepewności

i fala "dobrych rad".

Fala miłości i niepewności mam wrażenie, choć pewności nie mam, bo jestem młodą mamą, zostanie z nami raczej na zawsze. Bo Matką się jest już na zawsze, nie da się tej roli życiowej strzepnąć od tak jak pyłka z ramienia. Pewnie ona ewoluuje, zmienia się, wymaga reorganizacji, uruchamiania nowych  zasobów, ale zwyczajnie jest z nami do końca.

Z falą "dobrych rad" można sobie poradzić. Trzeba zdjąć z nich cudzysłów :) przyjąć z pokorą, wziać z nich co nasze a za resztę stanowczo, acz życzliwie podziękować. 

W pierwszym tygodniu bycia Mamą bywa zaskakująco. Po pierwsze człowiek musi się pogodzić z myślą, że dziecka już w brzuchu nie ma, pępowina została odcięta i oto mały cżlowiek zyskał niezależność, która z każdym dniem będzie się zwiększać. Do tej pory był Wasz i Taty, który glaskał brzuch i nasłuchiwał, teraz dotykać Go będą chcieć wszyscy.

Po drugie, kiedy brzuch był ciążowy, traktowano go jak świętość i można było dumnie nosić tą piękną piłkę. Teraz za to w zamian macie bezkształtny lekko otłuszczony, gąbczasty kawał skóry. Nie panikujcie to minie. U jednych wolniej, u jednych szybciej, ale minie. Dzień po porodzie patrzyłam ze zgrozą na własne ciało, dziś już śladu nie ma po brzuchu, gąbczastości itd. a nawet za specjalnie się o to nie starałam :) więc uszy do góry, bo wszystko płynie, dajcie sobie czas :)

Co do bóli, uciążliwości, fizjologii, to nie będę sie na ten temat rozpisywać, bo ja przez kilka tygodni po porodzie byłam na jakimś hormonalnym doładowaniu. I powiem tak miałam niezwykłą wytrzymałośc na ból, miałam niezwykłą wytrzymałość na brak snu i tego typu historie, czego dowodem niech będzie fakt, że w 4 dni po porodzie piekłam chleb i że codziennie wstawałam o piątej rano, by wypić herbatkę, poczytać gazetę, wziąć prysznic, położyć make up i ładnie się ubrać :)

Tak więc każdy ma inaczej. Jedne Matki marzą o drzemkach i są cieniami samych siebie, inne tak jak ja mają jakieś turbo doładowanie. Moja rada jest jedna: pozwól sobie być wtedy sobą i korzystaj ze słowa "proszę" tak często jak tego potrzebujesz, po to ono jest.

Najpiękniejsza w tym pierwszym tygodniu i w każdym następnym jest ta niezwykła obecność nowego mieszkańca i to, że nic już nie jest takie samo, jest piękniejsze.

Dlatego życzę Wam i Waszym dzieciom na ten okres mądrych, oddanych Partnerów, ciepłych, dodających otuchy i wiedzy Położnych, życzliwych Kobiet wokół i świadomości, że wszystko płynie. Ta świadmość sprawia, że człowiek cieszy się każdą zmianą pieluchy, każdym karmieniem, każdą nocną pobudką, cieszy się, bo wie, że to minie i nie wróci.

Dzieci rosną szybciej niż by się mogło wydawać, o bólu szybciej niż przypuszczamy się zapomina i szybciej niż myślimy tęskni się za tym co wydawało się wyczerpujące. Dlatego począwszy od poczęcia ciesz się każdym dniem obcowania ze swoim Dzieckiem.

Ewa

sobota, 16 sierpnia 2014

Dzień, który zmienia wszystko... :)


Dziś chciałam napisać o porodzie :). Każdy jest inny, więc jeśli liczycie, że ten post Was przygotuje do wielkiego finału, to nic bardziej mylnego. Ile Matek i dzieci na świecie, tyle historii, ale, żeby Wam przyszłe Mamy było łatwiej zbierać dane opowiem Wam o swoich niewielkich doswiadczeniach w tym temacie.



Pomimo tego, iż uczęszczałam do szkoły rodzenia, rozmawiałam z wieloma Matkami i pytałam o to i owo ginekologów a mój poród był zaplanowany - bo była to cesarka, to i tak moje Dziecię, mnie w tym wielkim dniu zaskoczyło. Otóż moje cesarskie cięcie zaplanowane było na czwartek 18 lipca, tymczasem 16 lipca we wtorek ku mojemu zdumieniu po obiedzie zaczęły mi odchodzić wody płodowe. Początkowo myślałam, że to wysiłkowe nietrzymanie moczu i długo nie opuszczałam łazienki wstydząc się przyznać Mężowi, że nie mogę przestać sikać. Na moje szczęście jak tylko mu o tym powiedziałam, zarządził On wyjazd do szpitala - ja sama pewnie bym zwlekała, bo przecież nie chciałam być jedną z tych pierworódek (okropne słowo grr), które fundują szpitalowi fałszywy alarm. Mój Mąż szpital miał jednak gdzieś i czy chciałam czy nie chciałam załadował mnie do auta i zawiózł do Szpitala Marcina Lutra, gdzie miałam zaplanowany poród. Pani Położna myślała podobnie jak ja - brak skurczy, więc to pewnie fałszywy alarm. Myślała tak dopóki nie zanurzyła papierka z odczynnikiem w lejącej się ze mnie wodzie. Wtedy akcja porodowa zaczęła nabierać rumieńców, Pani zaczęła się ruszać żwawiej, zaprowadziła mnie do sali porodowej i wezwała nawet lekarza. Miła Pani doktor przeprowadziła krótki wywiad, podłaczyła mnie do ktg i kazała czekać do 21 na cesarskie cięcie, bo musiała upłynąć chwila nim będą mogli wykonać zabieg (są pewne wymogi dotyczące odstępu czasu jaki musi upłynąć przed ostatnim posiłkiem a wykonaniem znieczulenia). O dziwo czas minął mi szybko i nim się zorientowałam zabrano mnie na salę operacyjną.
Potem mimo tego, iż ja byłam blada i drżąca jak osika a mój Mąż jeszcze bledszy naprawdę było pięknie. Trafił mi się świetny zespół - Pan chirurg mnie relaksował tańcząć z ostrzami a Pani Dorota (tak to niebywałe szczęście, ale w Niemieckim szpitalu trafiła mi się pielęgniarka Polka) przemawiała do mnie czule, razem z Panem Anestezjologiem, który w języku niemieckim zapewniał mnie, że jest tu po to, by się o mnie troszczyć. Mimo troski, cudowności zespołu, stres był ponad miarę, do momentu, aż usłyszałam ciche miałknięcie, gromkie Herzlich Willkommen wszystkich obecnych i w moich ramionach nie wylądowała, maleńka, cudowna, doskonalsza niż doskonałość Ida. W tej chwili zalała mnie fala miłości i fala niezwykłego lęku o ta małą istotkę powierzonej mojej opiece, z oczu mojego Męża wyglądało to samo: koktajl miłości i lęku. 
W momencie kiedy Idka znalazła się w moich ramionach, wszystko co lekarze robią z moim ciałem straciło na znaczeniu, siebie już nie czułam, tylko Ją i te wielkie wpatrujące się we mnie oczy.
Potem wszyscy wylądawaliśmy w naszym pokoju, gdzie cieszyliśmy się intymnością i tymi niezwykłymi chwilami i gdyby nie to, że od czasu do czasu przychodziła położna i lekarz, żeby sprawdzić stan mój lub Idki, to pewnie byłoby jak w domu. Tej nocy nie zmrużyliśmy jednak oka wpatrując się w klatkę piersiową Idusi, licząc jej oddechy i czekając na to, aż ja odzyskam poczucie władzy w nogach. Wspaniałe było to, ze zarówno podczas porodu (tak wiem, ze dla wielu cesarskie cięcie to nie poród, ale o tym słów kilka później) jak i po mogliśmy być całą trójką i zapewniono nam intymną atmosferę. Tu w Niemczech nie stanowi to problemu, wystarczy dopłata kilkudziesięciu euro za dobę za mozliwość nocowania partnera, wiem, że w Polsce jest z tym różnie, ale jeśli tylko macie możliwość wybierzcie taką opcje. Po pierwsze dlatego, ze cudownie jest być od samego początku razem, to niezwykłe chwile i naprawdę szkoda się ich pozbawiać. Po drugie obecność Arka była dobra z technicznego punktu widzenia, pomagał mi on podczas pobytu w szpitalu, podając wodę czy też Idusię do karmienia wtedy kiedy nie mogła jeszcze wstawać sama. No i jescze to bezpieczeństwo i poczucie, że jest z nami Ktoś kto nas kocha, naprawdę bezcenne.
Co do porodu, bez względu czy rodziłyście naturalnie czy miałyście cesarskie cięcie, dusze nieżyczliwe  będą gadać. Nie wiem czemu, ale jest pewna część kobiet, która lubi się licytować swoim cierpieniem porodowym, tak jakby to, która bardziej cierpiała miało jakiekolwiek znaczenie w kontekście bycia dobrą matką. Zatem kochane przyszłe Mamy musicie się przygotować na wśibstwo w sprawie waszego porodu, czyli pytania dlaczego tak a nie inaczej, dlaczego razem a nie osobno lub dlaczego bez męża a nie z nim, i komentarze w stylu "Eee taki poród to żaden, ja to dopiero miałam....". Może takie cierpiętnicze opowieści działają terapeutyzująco, więc wysłuchajcie i starajcie się nie przejmować, że wasza opowieść porodowa wypada blado przy historii koleżanki :).

Moje doświadczenia z pierwszego rozwiązania mojej ciąży, przez cesarskie cięcie są jak najbardziej pozytywne. Było intymnie, na tyle ile intymnie może być przy obecności zespołu operacyjnego i bezboleśnie na tyle ile bezbolesna może być jakakolwiek operacja. Cudowna nagroda w postaci obecności mojej Idy sprawiła, że wszystko inne związane z bólem i bolączkami własnego ciała jakby zbledło.

Dzień porodu to dzień, który zmienia wszystko - świat już nigdy nie będzie taki sam - będzie piękniejszy.

Ja z całego serca życzę  by Wasze opowieści poporodowe były piękne, pozytywne i pełne miłości a nie bólu.

Ewa



niedziela, 10 sierpnia 2014

Co pomaga przetrwać, czyli niezbędnik przyszłej Matki...


Pomyślałam sobie, iż warto zamieścić tekst o tym co mi osobiście pomogło w szczęśliwości i harmonii przetrwać 9 miesięcy ciąży. Kto wie, może innej początkującej Mamie mój zbiór doswiadczeń do czegoś się przyda.

Na pierwszym miejscu mojej ciążowej listy przetrwania są LUDZIE a ściślej mówiąc KOBIETY - w ciągu tych 9 miesięcy moje doświadczone i "bogate w dzieci i ciążowe doświadczenia" przyjaciółki okazały się niezastąpionym źródłem inspiracji, informacji i uśmiechu. Były również swoistym telefonem zaufania, wsparcia i ratownictwa w sytuacjach przeróżnych. Za co z całego serca pragnę im teraz podziękować. Dlatego, jeśli masz w swojej bazie znajomych Mamy skorzystaj z ich wiedzy, doświadczenia i rad - kieruj się intuicją i wybieraj z proponowanego wachlarza możliwości to co możesz nazwać swoim, za resztę pięknie podziękuj, jednak miej szacunek do nich za to, że chcą się z Tobą podzelić swoimi intymnymi doświadczeniami. Nie zapominaj także, że Twoja własna Mama jak i Babcia też mają doświadczenie w tym zakresie, to Twoje zasoby więc korzystaj.

Na drugim miejscu mojego ciążowego wsparcia znajduje się mój lekarz - wybrałam takiego, który miał dla mnie czas, odpowiadał na najgłupsze z moich pytań i tonował moje histeryczne obawy swoim stoickim jednak nie pozbawionym ludzkiego ciepła spokojem. Panie Wojtku dziękuje :). Moja rada: wybierz dobrze ginekologa prowadzącego ciążę, uwierz mi Twój wybór naprawdę ma znaczenie.

Na trzecim miejscu mojego niezbędnika są ksiązki. Ja zdecydowałam się szukać odpowiedzi w książce "W oczekiwaniu na dziecko" Heidi Murkoff i Sharon Mazel. Mimo, iż to lektura osadzona w amerykańskich realiach to jednak pomaga oswajać, porcją solidenej wiedzy, zmiany, które zachodzą podczas tych 9 miesięcy w Twoim ciele.

Czwarte bardzo ważne i zasłużone miejsce zajmuje szkoła rodzenia. Ponieważ byliśmy przez moment wówczas zawieszeni między Berlinem a Warszawą tradyjna szkoła rodzenia nie wchodziła w grę i tu jako wybawienie przyła mi z pomocą inernetowa szkoła rodzenia, do której link wklejam poniżej:

www.przedporodem.pl

Ta szkoła jest świetną opcją dla tych z Was, które nie mogą z jakichś względów skorzystać ze szkoły tradycyjnej. Jesli w Twojej miejscowości nie ma szkoły rodzenia, albo jesteś introwertyczką, którą ćwiczenia w kilkuosobowej grupie ciężarówek przytłaczają, możesz się zdecydować na zdobywanie wiedzy i ćwiczenia praktyczne we własnym domu. Mimo, iż jakość techniczna filmików w tej szkole nie powala, za to częśc merytoryczna jest bardzo aktualna i ciekawa, dlatego z ręką na sercu polecam. Cena takiego kursu również nie jest wygórowana, co jest dodatkowym plusem. W każdym razie do jakiejś szkoły rodzenia koniecznie się zapisz, bo odpowiednio dozowana wiedza obiża poziom lęku i pozwala się czuć przygotowanym do tego wielkiego dnia :)

Ważne miejsce na liście mojego ciążowego wsparcia zajmuje również szpital - rodziłam moją Idkę w Berlinie, gdzie istnieje opcja zapoznania się z personelem oddziału ppolożniczego, jak również jego zwiedzanie jeszcze na długo przed porodem. To było dla mnie ważne, ponieważ po każdorazowej wizycie czułam się  tam swobodniej i pewniej. Nie wiem niestety, czy któreś ze szpitali w Polsce mają taką opcję w ofercie, jeśli nie powinnyśmy o to walczyć, bo każda z Nas zasługuje na to, żeby rodzić po ludzku!!!

Mój lęk przedporodowy obniżały również rozmowy z moją położną. Dlatego polecam Ci skorzystanie ze swojego prawa do opieki położniczej i znalezienia mądrej położnej, która będzie stanowiła dla Ciebie wsparcie zarówno przed i po porodzie. Moja Hebamme (to położna w języku niemiecki) Pani Małgosia była prawdziwym Aniołem, zarówno przed wielkim dniem jak i po służyła pomocą a po naszym wyjściu ze szpitala była u nas codziennie przez okres dwóch tygodni, a potem dzieliła się swoją wiedzą przez kolejne 12 miesięcy. Jej powtarzane jak mantra zdanie, iż "Świetnie sobie radzę" było bezcenne.

Myślę, że niezwykle ważne dla przetrwania tych 9 ciążowych miesięcy jest dobra relacja z Partnerem i jego wsparcie, jeśli jest ona Twoim udziałem, to korzystaj i dziękuj, bo jest wiele kobiet, które w takiej chwili zostają same ze swoją huśtawką hormonalną i życiową. 

I jeszcze jeden niezwykle ważny aspekt służący przetrwaniu stanu błogosłowianego, któremu na imię normalność. W tych wszystkich zmianach, nowościach, spróbuj odnaleźć Samą siebie, nie trzymaj się kurczowo "starego", ale i na siłe nie "unowocześniaj". Po prostu spróbuj być Sobą  w nowej sytuacji najlepiej jak potrafisz - bo choć w Twoim ciele rośnie nowe życie,to gdzieś tam w głębi jesteś tą samą Dziewczyną. Nie zgub siebie po drodze do stania się Matką. Twoje dziecko oprócz Mamy będzie potrzebowało Ciebie jako człowieka!!!!!

Jeśli masz jakieś pytania, napisz, chętnie na nie odpowiem i będę dla Ciebie wsparciem, 

pozdrawiam Ewa


piątek, 8 sierpnia 2014

Dwie kreski czyli keep calm mama... :)


Długo myślałam, od czego zacząć moje refleksje i doszłam do wniosku, że najlepiej zacząć po prostu od początku.

Moja ciąża była jak najbardziej "planowana" cokolwiek w zakresie ciąży słowo "plan" znaczy :) U nas znaczyło tyle, że byliśmy otwarci na powiększenie naszej młodej wówczas rodziny i powitanie na świecie jej nowego członka. Mimo naszej otwartości zaskoczył Nas fakt, że starania mogą przynieść tak błyskawiczny efekt i chociaż robiłam test ciążowy z myślą w głowie: "niech to będą dwie kreski" to kiedy je zobaczyłam byłam w szoku i w niedowierzaniu zaopatrzyłam się w kolejne pięć różnorakich testów, które by potwierdziły wynik pierwszego, ott taki ze mnie niewierny Tomasz :). Oczywiście tym następnym testom również nie uwierzyłam i dopiero wizyta u ginekologa, badanie krwi a potem pierwsze usg na którym usłyszałam bicie serca naszej Idki upewniło mnie dogłębnie, ze oto w moim brzuchu rośnie nowe życie...no może jeszcze pojawiające się mdłości były równie skutecznym otrzeźwieniem, to tak jakby moje ciało mówiło "wiedz, że coś się dzieje" :)

Jaka w zamyśle miała być moja ciąża? Oczywiście bezproblemowa, wokół mnie w internecie, w prasie i telewizji wszystko krzyczało, że ciąża to nie choroba i nawet podczas tego stanu można być sexi mamą. Co chwilę na portalach natykałam sie na zdjęcia celebrytek w ciąży, lub tuż po o których pisano, że były aktywne, szczupłe i oczywiście w tempie natychmiastowym wróciły do przedciążowej formy.

Plan był taki, że ja też będę sexi, fit po prostu kobieta kot, tylko z brzuszkiem. W swoich wizjach miałam Yogę dla ciężarnych, pilates i aerobik co najmniej w pierwszym trymestrze ciąży.

Plan był świetny a potem było plamienie, tabletki na podtrzymanie, stres, zmiana ginekologa, bo ten pierwszy kiedy usłyszał o plamieniu, plumkał coś przez telefon  o "obumarciu płodu!!!!!!!!!!!!" a potem kazał mi czekać na wizytę 8 godzin!!!!!!!!!!!! Z czasem było na szczęście lepiej, wróciła względna harmonia, dobre samopoczucie, brzuch powiększal się wzorcowo a ja nawet bez moich fitnessplanów nie stałam się wielorybem.

Stąd moja rada dla planujących ciążę i ciężarnych. Nie spinaj się Mamo!!!!!!!!

Po pierwsze wsłuchaj się w Siebie i swoje ciało - ono Ci podpowie, czy podczas ciąży masz ćwiczyć, leżeć, spacerować, pływać czy może uprawiać gimnastykę artystyczną - taki żarcik :).

Po drugie starannie wybierz ginekologa prowadzącego, to musi być osoba, której bezwzglednie ufasz, której wiedza, poglądy i wartości są ci bliskie. Jeśli już masz takiego lekarza swoje wątpliwości rozwiewaj z Nim a nie z wyszukiwarką google :).

Po trzecie bądź pewna, że mimo miliona przeczytanych informacji, szeregu rozmów z innymi ciężarnymi, do tego co cię czeka trudno przygotować się teoretycznie. Wiedzę będziesz nabywać wraz ze zmianami zachodzącymi w Twoim ciele, i to one będą najlepszym przewodnikiem i nauczycielem o tym jak to jest być w ciąży.

Po czwarte cokolwiek sobie zaplanujesz w zakresie racjonalnego, zdrowego odżywiania, będzie tylko planem do którego w trakcie ciąży dołączą niespodziewane "wypadki", którym na imię będzie "zachcianka". Bądź pewna, że nie zawsze uda Ci się im oprzeć, nie karaj siebie za to, po prostu po upadku, wstań i wkrocz znów na drogę warzywno - owocowej bomby witaminowej :)

Po piąte jeśli w trakcie ciąży wszelkie zapachy, łącznie z zapachem Twojego partnera będą przyprawiać cię o mdłości, nie przerażaj się i nie wystepuj od razu o rozwód :)

Po szóste to prawda to Twoje ciało, ale Dziecko już Wasze, więc bierz to pod uwagę podejmując swoje ciążowe decyzje :)

Po siódme każda kobieta w ciąży jest piękna, więc zamiast frustrować się zdjęciami celebrytek, pojdź do fryzjera, kup sobie pięknie pachnący krem dla ciężarnych, i dostrzeż plusy swojego nowego wyglądu -  bdw dostrzegłaś już swój biust??? :)

Po ósme, uwierz, że wiciskanie się w rzeczy sprzed ciąży nie ma sensu :) pójdź do sklepu i poszukaj tam czegoś na dziale dla ciężarnych, możesz się pozytywnie zaskoczyć :).

Po dziewiąte nie zapominaj, że zmiany, brzuch, mdłości i wszystkie inne przypadłości są z jednego ważnego powodu, którym jest nowe dojrzewające w Tobie życie.

Po dziesiąte, szybko zapomnisz minusy tego stanu i do niego zatęsknisz w miarę jak Twój mały Bąbel będzie rósł, bo to mimo wszystko jeden z najpiękniejszych okresów Twojego życia, uwierz na słowo :)

Piszę To ja, Matka :)

Mama w Akcji




Mój Blog "Mama w akcji" powstał z potrzeby podzielenia się z innymi Mamami moimi prywatnymi doświadczeniami w zakresie wychowywania dziecka.

Ponieważ oprócz tego, że jestem początkującą Mamą Idy, jestem także pedagogiem, terapeutą dziecięcym i studentką psychologii nie będę sztucznie unikać swojej wiedzy i tam gdzie uznam to za ważne i potrzebne na pewno się na nią powołam.


Chciałam zaznaczyć, że w swoich postach nie zamierzam się mądrzyć, ponieważ zdaje sobie sprawę, iż każda Mama, jak i każde Dziecko jest inne, dlatego to co się świetnie sprawdza u Mnie niekoniecznie sprawdzi się u Was w domu. Jednak może moje rozwiązania zainspirują Was do waszych własnych unikatowych sposobów radzenia sobie z rodzicielską codziennością.


O różnicach chętnie będę rozmawiać, jednak, ponieważ żyję w pozytywnym duchu i w takim będę prowadziła ten blog proszę Ciebie gościu, aby Twoja krytyka dla moich poglądów była zawsze konstruktywna a umysł otwarty na inność. :)


"Mama w akcji" to w zamyśle:
  • miejsce relaksu i uśmiechu także tego z samego siebie
  • platforma wymiany doświadczeń wychowawczych i sposobów radzenia sobie z trudnościami
  • biblioteka wiedzy z zakresu terapii, psychologii, pedagogiki i rodzicielstwa bliskości
  • sposób na "odpowietrzenie" własnych spostrzeżeń i opinii dotyczących tematyki związanej z rodzicielstwem
Zapraszam Was zatem serdecznie do czytania, komentowania, pytania i inspirowania mnie do poruszania tematów dla Was ważnych.

Pozdrawiam ciepło,
Ewa